Rozdział 1″Dzień jak co dzień „

Budzi mnie miauczenie kota, przecieram oczy i widzę Jaskra-Jedyną pozostałość po Prim. Kiedyś się nienawidziliśmy dzisiaj mogę powiedzieć ,że zgrana z nas para. Lubię jego towarzystwo on nie pyta, nie oczekuje odpowiedzi. Po prostu kuli się obok mnie i pozwala się głaskać.

Jego miauczenie nie jest bezpodstawne, tak oznajmia mi że wychodzi. Dzień jak co dzień kot miauczy ja się budzę, on wychodzi i wraca kiedy uzna że pora do domu.

Odsuwam na bok pomarańczową kołdrę. Nie lubię jej, to jest ulubiony kolor Peety, muszę poprosić śliską Sae o pościel w innym kolorze. Zwlekam się z łóżka zegarek stojący na jasnej szafce nocnej oznajmia, że jest już ósma .Za chwilę ktoś zjawi się w tym domu .Nie zadaję sobie trudu z ubraniem się, nie mam takiej potrzeby i tak nigdzie nie wychodzę. Zakładam na ciemną piżamę, biały szlafrok i schodzę na dół.

Siadam na kraciastej kanapie, wzrok wbijam w okno. Zaczyna się wiosna, wszystko odradza się na nowo. Kiedyś to była moja ulubiona pora roku..

-Skarbie żyjesz?.-To Haymitch, nie odpowiadam, nie mam  ochoty na pogawędki. On wie gdzie mnie szukać, zazwyczaj znajduje mnie w salonie tak jak i teraz.-Przyniosłem chleb i ser, śliska Sae wpadnie później. Powiedziała, że musi coś załatwić na Ćwieku.-Kieruję wzrok na świeży chleb i kozi ser. Nie interesuje mnie skąd on to ma, jednak Haymitch musi powiedzieć co swoje.-Dobrze, że mamy w Dystrykcie piekarza, nie wiem skąd brałbym świeże pieczywo.- Dwa miesiące temu przyjechał tutaj jakiś chłopak, na miejsce Peety. Krążą słuchy, że współpracował z Kapitolem, żeby tylko przeżyć.

-Zjem później.-Szepczę.

-Ładna pogoda za oknem, jest w miarę ciepło. Może pomyślałabyś o wyjściu? Siedzenie w domu ci nie służy.-Wbijam wzrok w szare oczy byłego mentora. Nie wyglądam najlepiej, ale nie rozumiem co to za różnica, skoro i tak nigdzie się nie wybieram.

-Wolę zostać w domu.- Wzrok przenoszę na sufit.

-Poza siedzeniem w domu nic innego nie robisz. Katniss musisz gdzieś wyjść.

-Wyjdę. Jak poczuję taką potrzebę.-To nie pierwsza próba Haymitcha do zmuszenia mnie żebym wyszła. Zawsze odpowiadam mu to samo i kończy się na tym, że nie wychodzę nigdzie.

-Peeta był w telewizji widziałaś?- Nie lubię rozmawiać o tym chłopaku, w końcu miałam o nim zapomnieć jednak mentor o tym nie wie i co jakiś czas stara się nawiązać temat o Peecie.

- Wiesz, że nie oglądam telewizji.- Każdy widok chłopca z chlebem napaja mnie pustką i tęsknotą. Nie powinno jej być.

-To co dziś planujesz?.-Znów kieruję wzrok na niego. Wygląda jakby wpadł do pralki z ubraniami, zaplątał się w nie i wyszedł. Czyli tak jak zawsze, czuję od niego również smród alkoholu. Nie odpowiadam na to pytanie, a on nie nalega.- Życie toczy się dalej, a twoje miejsce jest wśród żywych. Ja tez straciłem bliskich, ale staram się żyć normalnie. Przemyśl to Skarbie.- Rzucam w niego szklanką,która leżała na kanapie, a on szybko ucieka.

Patrzę na leżące produkty. Chleb przypomina mi Peetę, kozi ser -Prim nawet takie drobnostki wywołują u mnie płacz.

Nie wiem ile czasu płaczę i wykrzykuję przekleństwa, które wnikają w szare ściany domu i tam zostają już na zawsze. Haymitch proponował mi, że pomaluje ściany na jakieś kolory, ale nie chciałam.

W końcu zmuszam się do wyjścia z salonu, podchodzę do kuchennego okna i wzrok wbijam w dom stojący na przeciwko. Tamten dom kiedyś tętnił życiem, zimą paliło się w kominku, zaś latem ogród zdobiły różnokolorowe kwiaty. Teraz nie ma tam nic, ogród przed domem porastają chaszcze, w środku nie ma nikogo, a nawet jeśli Peeta by tam mieszkał niby w czym miałoby mi to pomóc? Czy poczułabym ulgę wiedząc,  że jest tu na miejscu?

Stoję tak i wpatruję się w pusty dom w którym kiedyś mieszkał Peeta. Jaskier już dawno poszedł odkrywać nieznane mi ścieżki.

-Katniss już dawno ci mówiłam, że brakuje dziczyzny.-Odskakuję od okna, gdy słyszę głos Śliskiej Sae. Od kilku tygodni męczy mnie proszeniem, żebym poszła na polowanie. Mimo, że zwierzynę można kupić w sklepach, to ona woli tą upolowaną przeze mnie.

-Mówiłaś, ale ja już nie poluję.-Rękawem od szlafroka wycieram mokrą od łez twarz.

-Przyniosłam ci rosół na obiad, odgrzejesz sobie.-Kieruję wzrok na stół kuchenny na którym stoi metalowy garnek z zupą.

-Jakiś czas temu był tu Haymitch. Nie jestem głodna ale dziękuję.-Zrządzenie losu. Zajmuje się mną dwoje ludzi z którymi wcale nie byłam tak blisko.

-Przemyślisz sprawę dziczyzny?

-Mówiłam ci, że nie poluję.

-Katniss mogłabyś to zrobić dla mnie prawda?

-Przemyślę.-Ucinam rozmowę, a kobieta opuszcza  dom.

Idę pod prysznic, ciepła woda wprowadza mnie w przyjemne odrętwienie. Dochodzę do wniosku że polowanie może być dobrym pomysłem.Po wyjściu z kabiny wciskam na siebie ciemne spodnie oraz bluzkę. Włosy zaplatam w tradycyjny warkocz, łuk i kołczan ze strzałami schowałam w szafie, ukryłam to tak dobrze, że ciężko było mi to znaleźć. Nakładam na siebie starą kurtkę ojca, a przez ramię przerzucam torbę.

Las wydaje mi się obcym miejscem. Widzę skałę na której przesiadywałam z Gale’m rozmawiając o rzeczach, za które powinniśmy zostać straceni.

Z całych sił staram się skupić. Mam ustrzelić dzikie zwierzę i być może wtedy Haymitch i Sae przestaną zamęczać mnie propozycją  wyjścia z domu.

Długi czas zajęło mi upolowanie zwierzyny, w końcu mam młodego dzika. Nie jestem już tak dobra jak kiedyś. Dawniej bez problemu upolowałabym takiego malucha, a teraz to było nie lada wyzwanie.

Wciskam  do torby zdobycz i wychodzę z obcego już dla mnie lasu. Udaję się na Ćwiek, który odrodził się w raz z tym Dystryktem. Śliska Sae rozprawia o czymś ze starszą kobietą. Wyciągam dzika i rzucam przed nią na prowizorycznie zrobiony stół.

-Chciałaś? To masz. Musi ci starczyć.-Obie kobiety patrzą raz na mnie raz na martwą zwierzynę.

-Katniss… dziękuję.- Sae podarowuje mi uśmiech, a ja zastanawiam się czy na pewno ucieszyła ją ta zwierzyna, czy powód jest inny?.-W końcu wiem że to zdrowe, dobre mięso.

Wzruszam tylko ramionami i odchodzę w kierunku domu, mijam przy tym piekarnię i czuję ukłucie w sercu. Cieszę się, że ona nadal działa, ludzie po wyjeździe blondyna ludzie bardzo narzekali na brak dobrego pieczywa.

Wchodzę do domu, rzucam na drewnianą podłogę myśliwską torbę ojca i znowu kulę się na kanapie, a wzrok wbijam w szarą ścianę na której wisi stary, drewniany zegar. Kiedyś moja mama znalazła go na strychu i uznała, ze koniecznie musimy tu zawisnąć..

-Jestem z ciebie dumny skarbie.- Po chwili pojawia się w pomieszczeniu. Kręci głową tak jakby coś mu nie pasowało po czym zajmuje miejsce na przeciwko mnie. Z mojej twarzy może łatwo wyczytać, że nie rozumiem o co mu chodzi.

-Śliska Sae powiedziała mi o polowaniu.-Zastanawiam się czym jego nadmierna radość jest spowodowana.

-Prosiła mnie o dziczyznę, zajmuje się mną ,więc nie mogłam odmawiać w nieskończoność prawda ?-Wymuszam z siebie delikatny uśmiech, a moje słowa brzmią niczym wyrzut.

-Jakieś informacje od Johanny?- Haymitch często o nią pyta, po tym jak oskarżyłam jego o jej stan zdrowia.

-Cisza, nie dzwoniłam do niej ani ona do mnie.-Odpowiadam mu chłodno. Nadal mam mu to za złe. On mógł ich uratować.

-Katniss, a gdybyś tak pojechała do niej? Albo odwiedziła Peetę i Effie w Kapitolu. Pomóż chłopakowi, wiesz jak jest panna Trinket.

-Nie zamierzam jechać do Kapitolu, a o chłopaka się nie martw. Wygrał Głodowe Igrzyska to i trajkot Effie zniesie.- Staram się żeby mój głos brzmiał normalnie. Nie chcę aby znowu zaczął swój nudny wykład o naszej przyjaźni.  Haymitch strzela palcami, a ja się wzdrygam, nie lubię odgłosu strzelających kości. Mentor doskonale o tym wie i zawsze to robi, gdy coś mu nie pasuje.

- Powiesz mi co się stało między wami? Powiesz mi dlaczego Peeta cię nie odwiedza? Dlaczego nie chcesz o nim rozmawiać? Dlaczego jak do niego dzwonię urywa rozmowę, gdy tylko wspomnę o tobie?- Ostatnie pytanie zadane przez Haymitcha sprawa mi ból .Czy możliwe jest to, że Peeta raz na zawsze wymazał mnie z pamięci? Nie mogę rozmawiać o tym wszystkim co się wydarzyło. Wystarczyło kilka pytań Haymitcha, a ja zalewam się łzami. Były mentor siada obok mnie i obejmuje po ojcowsku, dając przy tym namiastkę bezpieczeństwa jaką dawał mi Peeta.

  2 comments for “Rozdział 1″Dzień jak co dzień „

  1. ~aanet14
    13 grudnia 2014 o 14:24

    Szkoda Katniss :( ciekawe kto jest teraz piekarzem w 12 :)

  2. 13 grudnia 2014 o 19:48

    Super rozdział…. Czytam następny oraz zapraszam do sb… http://www.peetakatniss4ever.blox.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *