Rozdział26″Nigdy więcej”

Dziś Wigilia więc chcemy wam życzyć wszystkiego co najlepsze,rodzinnych,spokojnych świąt,zdrowia,spełnienia marzeń,żeby uśmiechy nie schodziły wam z twarzy, żeby w waszym życiu nigdy nie zagościł smutek.Masy prezentów pod choinką i smacznego karpia oraz oczywiście szampańskiego Sylewstra ! <3 Buziaki. panna Hutcherson & Johanna . Z okazji świąt notka + 18 :*

 

                                                                                                                      Oczami Ericka

 

Peeta rzucił we mnie walizką i pobiegł w stronę lasu, mogłem go gonić, ale wszystkie jego rzeczy się rozsypały. Wolałem je zebrać na wypadek gdyby Susan chciała coś ukraść i jakoś to wykorzystać przeciwko jemu i Katniss. Mało tego wydarłem się na Katniss i co najgorsze na Johannę. Przysięgam, że jak dorwę Susan to złamie wszelkie zasady i urwę jej łeb. Ciekawe co takiego powiedziała Peecie, że wykrzyczał dziewczynie, którą kocha,  że jej nienawidzi.

 

Od ładnych kilku godzin siedzę w domu i czekam na jego powrót. Zaczyna się ściemniać, a on przy sobie nie ma żadnej broni. Nie znam lasu tak dobrze jak Katniss i nie wiem gdzie mógłbym jego szukać, nawet nie wiem czy Peeta zna las na tyle żeby wejść w niego głębiej. Boję się, że po prostu szedł przed siebie. Roi się tam od wygłodniałych drapieżników, którym nie starcza zwierzyny. Obawiam się, że mój brat będzie łatwym celem przez protezę i brak broni. Po dzisiejszym krzyku na dziewczyny jest mi głupio, ale muszę iść do Katniss i powiedzieć jej,  że Peeta poszedł do lasu.

 

Wychodzę z domu, zanosi się na ulewę, a nawet burzę, niedobrze. Wchodzę bez pukania, Johanna przytula nadal płaczącą Katniss.

 

-Katniss… Susan namieszała wykorzystała waszą słabość. Powiedziała ci, że jest z nim w ciąży, bo wiedziała, że cię to zrani. Jemu powiedziała coś równie okropnego, niestety nie wiem co.

 

-Jak…to?- Dziewczyna wyciera łzy.

 

-Peeta poszedł chyba do lasu-W tym momencie zerwała się wichura, słyszę grzmoty. Idzie burza.

 

-Do lasu? Sam? -Katniss zrywa się na równe nogi.

 

-Tak sam.

 

-Katniss co chcesz zrobić?- Pyta Johanna, gdy ciemnowłosa biegnie na górę.-Erick ja z nią nie pójdę. Zapowiada się burza.- Wiem, że Johanna boi się wody, a burzy już w szczególności. Nie mogę jej zostawić tutaj samej.

 

-Jak to co? Idę go szukać.- Dziewczyna przerzuca przez ramię kołczan, w ręku trzyma łuk.

 

-To niebezpieczne. Katniss…

 

-Johanna… nie pozwolę, żeby mu się coś stało.Za dużo razy go straciłam, nie pozwolę jakiejś Susan mieszać między nami. Nie wiem co mu powiedziała, ale wyjaśnię mu wszystko. Nie mogę go stracić, rozumiesz?

 

-A jak będzie miał atak?

 

-Erick mam strzały, szybko biegam, a jeśli mnie zabije trudno. On ma być bezpieczny, nie ja.-I tyle ją widzieliśmy, niebo rozświetla się już tylko od piorunów. Siadam z Johanną na kanapie, obejmuję ją i mówię, że będzie dobrze, chociaż szczerze martwię się o Katniss i Peetę.

 

 Oczami Katniss

 

Jak zwykle wszystko schrzaniłam, dałam emocjom wziąć nad sobą górę. Powinnam od razu za nim wybiec. Niestety ja już tak mam, gdy on jest zły ja się załamuję. Teraz jednak muszę się wziąć w garść. Las nocą jest niebezpieczny, poza tym właśnie zaczyna się burza.

 

Biegnę ile sił w nogach, ledwo wbiegłam do lasu, a już jestem cała morka, ulewa zaczęła się na dobre, utrudnia mi to wypatrywanie Peety i ewentualnego zagrożenia.

 

-Peeta!- Nie wiem po co krzyczę, nie przebiję się przez szum wiatru. Na wszelki wypadek zakładam strzałę na cięciwę. Serce wali mi jak oszalałe, boję się, że mu się coś stało. Mogło go przygnieść drzewo, mógł się poślizgnąć i się połamać, mogło go napaść dzikie zwierzę i być może właśnie go rozszarpuje, a ja nie jestem w stanie mu pomóc.

 

Przystaję na chwilę, zastanawiam się na ile Peeta zna las. Gdzie mógł pójść? Gdybym średnio znała las, ale byłabym wściekła szłabym przed siebie, aż zabrakło by mi sił. On ma protezę, ale jest uparty. Postanawiam iść w miarę po środku, wtedy wszystko mam na widoku.

 

-Peeta, gdzie jesteś do cholery?!-Mówię sama do siebie. Słyszę skowyt wilków, dziwne odgłosy należące do dzikich kotów, to wszystko powoduje, że przyspieszam kroku . Łuk cały czas gotowy jest do wystrzału. Uważnie się rozglądam, nie chcę przeoczyć chłopaka ani paść ofiarom wygłodniałego drapieżnika.

 

Maszeruję już długo. Być może Peeta wyszedł już z lasu i siedzi w domu, ale nie wyjdę stąd do póki się nie upewnię, że jest cały i zdrowy. W końcu coś przykuwa, moją uwagę, widzę jakiś cień. Wytężam wzrok i  dostrzegam rysia. Skrada się, on poluje, ale na co? Dopiero teraz dostrzegam siedzącego na kamieniu przemoczonego do suchej nitki Peetę. Zaraz to on jest celem zwierzęcia.

 

Zwierzę zaczyna biec, skacze,a ja przeszywam je strzałą. Po chwili pada martwe, a we mnie wzrasta wściekłość.

 

-Jak mogłeś być taki nieostrożny! Właśnie miałeś być kolacją  tego zwierzaka!- Wybiegam z krzaków

 

-Ja? Co ty tu robisz?- Usta chłopaka zsiniały z zimna.

 

-Erick powiedział, że jesteś w lesie. Peeta jak mogłeś iść do lasu bez broni! On mógł cię zabić!.-Wybucham płaczem, mogłam nie zdążyć i znalazłabym go rozszarpanego.

 

-Powinnaś, wybaczyć Gale’owi.

 

-Słucham?

 

-Spałaś z nim, tak? Wtedy gdy ja byłem  w Kapitolu.

 

-Nigdy nie spałam z Gale’m! Radziłabym ci nie wierzyć w to co mówi Susan, bo akurat mi powiedziała, że urodzi ci dziecko!

 

-Co mi zrobi? Ona ci to powiedziała?

 

-Tak ona mi to powiedziała. Czy ty nie widzisz,  że ona się w tobie zakochała i właśnie próbowała nas skłócić?!

 

- Jaki  ja jestem głupi, jak mogłem pomyśleć… jak mogłem jej uwierzyć. Katniss przepraszam tak bardzo boje się, że ty i Gale… że wy będziecie kiedyś razem, że ja cię stracę. Przepraszam, jak mogłem pomyśleć, że ona mówi prawdę. A potem samo wyszło, pomyślałem, że ty i ja… że to wszystko, bo nie masz nikogo innego…

 

-Peeta, nigdy nie byłeś mi obojętny. To ja powiedziałam, że muszą cię ratować, to ja postawiłam takie warunki Coin, inaczej nie mieliby Kosogłosa. A z Gale’m to był tylko pocałunek raz w Dwójce i nic więcej.  Peeta jeśli Susan jest dla ciebie ważna to ja…

 

-Nie… znajomość z nią była głupotą ja kończę wszystko co było między nią a mną. Nie chcę jej znać. Oszukała mnie. Nie liczyła się z moimi uczuciami. Nigdy więcej jej nie zaufam, nie mogę cię stracić, rozumiesz?- Oboje wpadamy sobie w ramiona, możemy płakać, deszcz skutecznie maskuje nasze łzy.-Katniss przepraszam, za wszystko, przepraszam za to co ci wykrzyczałem.

 

-To ja przepraszam, że znów pozwoliłam ci odejść. Nigdy więcej nie mogę popełnić takiego błędu.-Patrzymy sobie w oczy woda ciurkiem ścieka z naszych włosów i twarzy.

 

-Nigdy więcej nie pozwolimy, żeby ktoś nas rozdzielił.

 

-Tak, już nigdy więcej.-Mówię z uśmiechem, Peeta obejmuje moją twarz dłońmi i składa na moich ustach namiętny pocałunek. Ulewa nie ustępuje, a my zamiast jak najszybciej uciekać stąd, tkwimy w miejscu całując się.

 

-Co z tym czymś co chciało mnie pożreć?- Patrzę na zwierzę, nie ma sensu nieść go do śliskiej Sae. Nasiąkł i jest za ciężki poza tym jest bardzo chudy, możliwe , że jest na coś chory.

 

-Zostaje.-Wyciągam z martwego zwierza strzałę.

 

-Powinniśmy wracać, przepraszam, że musiałaś przeze mnie zmoknąć.

 

-Przez ciebie? Przecież sama tu przyszłam, nikt mi nie kazał.

 

-Johanna jest sama w domu?

 

-Nie, Erick się nią pewnie zajmuje. Od niego wiem, że tu jesteś. Peeta obiecaj mi, że nigdy więcej nie pójdziesz do lasu sam, albo przynajmniej, że nie pójdziesz do lasu bez broni. Gdybym nie zabiła tego rysia mógłbyś… nie żyć.-Ostatnie zdanie ściska mnie w gardle.

 

-Obiecuję. Katniss czuję się jak idiota, powinienem być ci wdzięczny dzięki tobie żyję. Gdyby nie ty nikt by nie wyciągnął mnie z Kapitolu. Nadal nie wiem co sprawiło, że uwierzyłem Susan. Później dostałem chyba ataku, więc wspomnienia całkiem mi się pomieszały.

 

-Tak dostałeś ataku, a ja pobiłam się z Susan.

 

-Jak to?

 

-Wiedziałam, że zrobiła coś to wywołało atak, cierpiałeś, a ja nie mogłam tego tak zostawić

 

-Nigdy więcej nie uwierzę w to, że masz wobec mnie złe intencje.-Chłopak mnie obejmuje, przemarzłam na kość, a  on mimo sinych ust jest ciepły. Przyspieszamy kroku, bo pada co raz mocniej, a myślałam, że już bardziej nie może.

 

Dochodzimy do Wioski Zwycięzców

 

-Nie idziemy do mnie?- Pytam zaskoczona, kiedy Peeta ciągnie mnie do swojego domu.

 

-W żadnym wypadku.

 

-Będą się martwić

 

-Nie będą, zadzwonimy i powiemy, że jesteśmy tu. Katniss, nie chcę spać bez ciebie..-Nie zamierzam protestować, uśmiecham się tylko i wchodzę do domu chłopaka.

 

Peeta robi herbatę, ja w tym czasie biorę gorący prysznic. Na prawdę zmarzłam, aż kolana mi zsiniały. Włosy suszę tylko ręcznikiem. Peeta nie ma tu damskich ciuchów, więc kradnę  jego koszulę, jestem zawstydzona, bo ledwo zakrywa mi pośladki, ale schodzę na dół .Chłopak, odwrócony do mnie tyłem, robi kanapki, musiał skorzystać z łazienki, która znajduje się na dole, bo jest w samych bokserkach z niedosuszonymi włosami.

 

-Dzwoniłem do nich, Erick powiedział mi, że jakbyśmy tam przyszli to okazalibyśmy się idiotami, w końcu zostawił mi wolną chatę.

 

-Mogliśmy ich zastać w dziwnej sytuacji.-Dopiero teraz blondyn odwraca się w moim kierunku. Staram się naciągnąć koszulę bardziej, ale bez skutku.

 

-Ty jesteś…

 

-Nie ubrana?

 

-Piękna… znaczy… no…- pierwszy słyszę, że Peeta się jąka

 

-Znaczy? – uśmiecham się zalotnie, jestem ciekawa co ma do powiedzenia na temat mojego… stroju.

- Wyglądasz pięknie w tej koszuli. Bardzo pociągająco.- podchodzę do niego, obejmuję go w pasie, najciaśniej jak mogę.

- Ty też mi się podobasz.- Całuję go w policzek. Chłopak się rumieni. Tą przyjemną chwilę przerywa nam dźwięk dzwoniącego telefonu. Peeta niechętnie idzie odebrać. Zaciekawiona kto tak wydzwania do chłopaka i jak to mu się udało, bo burza jeszcze daje się we znaki, idę za nim. Siadam na komodzie i czekam, aż blondyn w końcu odbierze.

- Halo?- uśmiech chłopaka znika, kiedy tylko słyszy głos po drugiej stronie słuchawki. Patrzę na niego zdziwiona, a on nic nie mówi, tylko przełącza na głośnik

- Peeta, przepraszam, że cię zostawiłam, ale przestraszyłam się Katniss. – znowu ta Susan. Czy ona nie ma dość?! Już mam jej coś powiedzieć, ale zatrzymuje mnie ręką

- Och Susan, a co ci zrobiła?

- Jak tylko się dowiedziała, że ci powiedziałam o jej związku z Gale’em to oszalała. Zaczęła mnie okładać, nie mogłam się bronić, wiesz, że nie jestem silna. W końcu ta Mason ją zabrała, a ja uciekłam

- Tak… to wariatka. Pójdę z nią porozmawiać, powinna się leczyć.

- Proszę cię, wróć do Kapitolu, do mnie. Zostaw to wszystko w cholerę i przyjedź.

- Po jednym warunkiem.

- Jakim? – w jej głosie słyszę nadzieję

- Powiesz mi, czemu powiedziałaś Katniss, że jesteś w ciąży ze mną?!

- Peeta… ja

- Nie! Zniszczyłaś wszystko Susan! Miałaś być moją przyjaciółką, a ty chciałaś rozdzielić mnie z Katniss. Nie liczyłaś się ze mną, pragnęłaś tylko swojego szczęścia! Nie chcę cię znać!- rzuca słuchawką na komodę. Łapie się za głowę, wiem ile musiało go to kosztować. Odrzucić osobę, którą się miało za przyjaciela. Próbuje się uspokoić, pewnie obawia się następnego ataku. Kładę mu dłoń na ramieniu, blondyn gwałtownie się odwraca.

- Peeta, kochanie. Jestem tu z tobą.- Przyciąga mnie do siebie i namiętnie całuje. Chłopak całuje mnie z taką pasją i pożądaniem . Jego gorące usta doprowadzają mnie do szaleństwa. Oplatam go nogami wokół bioder, tak aby nie mógł nigdzie pójść. Ręce chłopaka przesuwają się od moich policzków po moje uda, a ruchom towarzyszy przyjemny dreszczyk.  Wargi blondyna pieszczą moją szyję, jest to tak przyjemne, że prosząc o więcej. Zadowolona wzdycham, nagle Peeta przestaje całować moją szyję. Patrzy mi w oczy, jakby czegoś  w nich szukał. Jaki on ma piękny kolor tęczówek, teraz znajduję w nich pożądanie i miłość. Zatapiam się w nich całkowicie, ale tylko na chwilę. Niebieskooki Łapie mnie w tali i  niesie po schodach. Opadam na miękki materac, chłopak chce się położyć obok mnie, ale mu nie pozwalam. Wciągam go na siebie i namiętnie całuję. Jego silne dłonie piekarza powoli rozpinają guziki mojej, właściwie jego, koszulę. Powoli się z nią rozprawia, smakując każdą chwilę. W końcu odrzuca ją na drugi koniec pokoju. Przesuwa zręcznymi palcami po nagich piersiach, a ja się rumienię. Ten gest jest tak bardzo intymny i trochę mnie zawstydza, ale nie chcę, żeby przestawał. Ale chwila… przecież on o niczym nie wie…

- Peeta.- pół jęczę, pół mówię. Chłopak nie reaguje.- Peeta!- teraz odsuwa się ode mnie z miną winowajcy

- Przepraszam Katniss, nie wiem co we mnie wstąpiło. Przep..- Kładę mu palec na ustach.

- Nie o to chodzi. Chciałam ci coś powiedzieć, zanim do czegoś dojdzie.

- Co takiego?- Teraz to całkiem się przestraszył

- Chciałam żebyś wiedział, jak bardzo cię kocham. Jesteś dla mnie bardzo ważny. Kocham cię Peeto Mellark. Powinnam dawno ci o tym powiedzieć, ale nie miałam odwagi. Bałam się, że ty i …- teraz to on mnie ucisza tylko… pocałunkiem

- Nawet nie wiesz jak na to czekałem. Kocham cię Katniss Everdeen.- Nasze usta znowu się spotykają. Blondyn błądzi rękami po moim ciele, aż dociera do moich majtek. Zatrzymuje się na chwilę, jest taki niepewny, jakby bał się, że ucieknę z krzykiem. To takie urocze. Szepczę ukochanemu

- Kocham cię.- przygryzam delikatnie płatek jego ucha. Teraz jest już pewny, szybko pozbywa się mojej bielizny, a ja to samo robię z jego. Jego ciekawskie dłonie doprowadzają mnie do szaleństwa, nie chcę już czekać i wiem, że on też nie chce. Męskość niebieskookiego napiera na moje udo. Oplatam go nogami, patrzy mi głęboko w oczy, szukając potwierdzenia. Przyciągam go mocniej do siebie, uśmiecha się figlarnie. Nareszcie upragniona chwila… chłopak powoli, subtelnie wchodzi we mnie. Ból szybko przeistacza się w rozkosz. Z moich ust wydobywa się głośny jęk.  Jeszcze nigdy nie widziałam takiej rozkoszy na jego twarzy.  Świat wokół przestaje istnieć. Jesteśmy tylko my. Jego ruchy stają się coraz szybsze, przez moje ciało przechodzi niepohamowana fala ekstazy. Nie jestem wstanie kontrolować mojego ciała. Wyginam się w łuk. Przez co on wsuwa rękę pod moje plecy, mocniej mnie do siebie przyciąga. Kolejne jego ruchy wywołują u mnie nieznaną mi dotąd przyjemność. Krzyczę na całe gardło imię kochanka . Peeta ponownie się we mnie porusza, a ja czuję gorąco rozpływające się po moim ciele, robi mi się ciemno przed oczami i czuję tylko rozkosz. Rozkosz i jego. Nie jestem w stanie nawet krzyczeć, chcę tylko by nie przestawał. Jak by odczytał moje myśli, porusza się szybciej i szybciej, wbijam paznokcie w jego plecy. Kiedy nadchodzi kolejna fala gorąca, kiedy przez moje ciało przechodzi kolejna fala ekstazy, kiedy moje usta wykrzykują jego imię, a jego moje imię. Peeta pada zmęczony obok mnie. Próbuje złapać oddech, po czym odwraca się w moją stronę,  a ręka piekarza ląduje na moim biodrze, uśmiecha się figlarnie.

- Jesteś cudowna, piękna i taka moja. Jestem taki szczęśliwy.- całuję go delikatnie.

- Ja też nie byłam szczęśliwsza. Kocham cię.- Kładę głowę na jego umięśnionej piersi, a blondyn obejmuje mnie czule.

- Też cię kocham Katniss i to bardzo. Zostaniesz ze mną?

- Zawsze

Zasypiamy w swoich objęciach , nadzy, szczęśliwi, spełnieni…

  7 comments for “Rozdział26″Nigdy więcej”

  1. ~zoska
    24 grudnia 2014 o 08:41

    Ooooo…. bajecznie rozplynelam sie…. dziekuje!!!!!!

  2. ~0niewidzialna0
    24 grudnia 2014 o 09:25

    :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))Cudowny podarek na święta :)
    PS. Chyba coś poszło nie tak i dałyście dwa razy to samo, tyle, że jedno pod drugim

  3. ~alaxpp
    24 grudnia 2014 o 11:06

    Dziękujemy dziewczyny :) I nawzajem. We, weny i jeszcze raz weny :)
    Czy tylko ja bardziej rozpływam się nad tym, że Kat wyznała miłość, niż nad tym że to robili ;) xd W każdym razie…. HAHAHAHA!!! To twój koniec Susan! :D Pewnie niedługo zaatakuje :/ Zapewne się nie usunie jak mówiła :(
    Notka świetna :*

  4. ~zuzad5
    24 grudnia 2014 o 11:12

    Również życzę wszystkim wesołych świąt :) Wspaniała notka… Lubię takie słodkie :*
    Dobrze że Peeta skończył z Susan.

  5. ~aanet14
    24 grudnia 2014 o 11:58

    Wesołych Świąt :) notka boska <3 Nareszcie Razem :)

  6. ~laurres
    24 grudnia 2014 o 12:37

    dziękuję i wzajemnie <3
    ps . najlepszy prezent na święta <3

  7. ~Mixer1827
    24 grudnia 2014 o 14:48

    Dzięki za najlepszy prezent pod słońcem tzn. wywalenie Susan i notka +18 :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *