Rozdział 171″Jest ta­ka miłość, która nie umiera, choć za­kocha­ni od siebie odejdą. „

Notka +18 czytacie na własną odpowiedzialność :D

Oczami Peety

Kilka minut po tym jak Erick dowiedział się, że Johanna się odnalazła, podał Katniss jej kule i odjechał na wózku. Nie chciałem biec za nim, bo wiedziałem, że potrzebuje trochę czasu. Tylko mija już ponad godzina, a  ja z Dalią i Katniss nadal siedzimy na ławce czekając na jego powrót. Niebo przybiera szary kolor, zwiastując nadchodzący deszcz, co utwierdza tylko wiatr, który właśnie się zerwał. Dziewczyny zaczynają drżeć z zimna.

-Dalia, idź z Katniss do szpitala, a ja zacznę szukać Ericka

-Pójdziemy z tobą.-Katniss mówi stanowczym głosem.

-Robi się zimno, idźcie, a  ja zaraz go przyprowadzę.

-Pytać się lekarza, czy wypuści ich do Siódemki?- W oczach Dali widzę ekscytację.

-Jeszcze nie. Idźcie do środka.-Oddalam się od nich.  Zmierzam po parku, który znajduję się przed szpitalem, mnóstwo alejek wyłożonych kostką, które  krzyżują się ze sobą. Wiatr się wzmógł, a drzewa starają się walczyć z jego siłą.

W końcu dostrzegam sylwetkę mojego brata, siedzi przy pobliskim oczku wodnym, ze spuszczoną w dół głową. Podchodzę do niego i chwytam go za ramię, czuję jak drży, ale to nie jest spowodowane zimnem, on płacze.

-Erick…- Tak bardzo ucieszyłem się odnalezieniem Johanny, że nawet przez myśl mi nie przeszło,żeby przekazać jemu tą informację jakoś inaczej.

-Sam nie wiem. Z jednej strony kamień spadł mi z serca, a z drugiej…boję się.-Czerwonymi od płaczu oczami spogląda na mnie.

-Czego się boisz?

-Bo…ona jest niestabilna psychicznie, tak?

-Na to wygląda. Chyba, że również się czym odurzała, ale wątpię.

-I teraz oczekujecie ode mnie, że kiedy się z nią spotkam to powiem jej, że ją kocham i  wszystko będzie dobrze, prawda?

-Nie. Ja tego od ciebie nie oczekuję.-Dociera do mnie, że Finnick i Johanna w jednym szpitalu to nie jest dobry pomysł. Jestem pewny, że Odair nagadał jej Bóg wie czego, żeby ona nie próbowała więcej targnąć się na swoje życie.

-Właśnie tylko  ty. Nie chcę jej rozczarować, ale  nie wiem co nagadał jej Finnick. Na razie z mojej strony to ona może liczyć na przyjaźń.

-Erick, to są twoje uczucia, twoje życie, nie możesz z nią być jeśli nie czujesz się na siłach. Nie musisz jej nawet odwiedzić

-Muszę… znaczy chcę. O ile lekarz się zgodzi. Przepraszam, że tak zwiałem przestraszyłem się znaczy..to był szok.

-Komu jak komu, ale bratu nie musisz się tłumaczyć. Rusz się i chodźmy, bo zaraz będzie padało.- Zerkam na niebo, po chwili słychać grzmot, a zaraz po nim, gdzieś w oddali widzę błyskawicę przecinającą niebo.

-Jak mam się zachować?.-To nowość Erick Mellark nie wie jak się zachować.

-Chłopie, jeszcze nie wiadomo, czy was do niej puszczą, a ty się już przejmujesz?

-Peeta, bo ja nie wiem co miałbym zrobić.

-Przywitasz się, później szczerze pogadacie.

-A jak ona sobie coś zrobi? Może lepiej jakbym nie jechał?

-Erick, chodź pogadamy po drodze.-Ruszamy w stronę szpitala.- Nie wiem jak zareaguje Johanna na fakt, że możesz w tej chwili dać jej tylko przyjaźń, ale szczerze to powinna się cieszyć, bo to i tak dużo zważając na wszelakie sytuacje jakie miały miejsce po jej zniknięciu. Nie możesz uszczęśliwiać jej kiedy sam będziesz nieszczęśliwy.

-A ty? Co ty byś zrobił na moim miejscu?

-Jesteście dorośli, więc się tak zachowujcie. Wysłuchasz co ona ma ci do powiedzenia, a później powiesz co ty czujesz i jak to widzisz. Pamiętaj, że najgorsza prawda jest lepsza, od najwymyślniejszego kłamstwa.- Kiedy wchodzimy do szpitala Effie i Haymitch są w skowronkach podbiegają do nas i oznajmiają wspólne:

-Lekarz się zgodził!

-Na co?-Spoglądam na nich jakby postradali zmysły.

-Na ich wyjazd do Siódemki, tylko na dwa dni, bo później Erick ma badania.-Tłumaczy Haymitch.

-Muszę porozmawiać sam z lekarzem.-Chcę być pewny, że żadne z nich nie wymusiło na nim wylotu do Siódemki. Zostawiam Ericka w ich towarzystwie, a sam udaję się do pomieszczenia lekarskiego. Pukam w metalowe drzwi, a kiedy słyszę „proszę” wchodzę do środka.

-Dzień Dobry.-Kłaniam się. Lekarz odpowiada skinieniem głowy i patrzy na mnie spod za dużych  okularów.

-Pan pewnie w sprawie wyjazdu do Siódemki?

-Tak, właśnie w tej sprawie. To na pewno jest możliwe?

-Muszę pana uprzedzić, iż będzie pan musiał uważać na pannę Everdeen i pana Mellarka. Panienka nie może się przemęczać, a pana brat nawet niech nie próbuje wstawać z wózka.

- Oczywiście, rozumiem.-Odpowiadam kulturalnie.

-Wiem, że już poduszkowiec dzisiaj ma się po was zjawić, toteż założymy pannie Everdeen szynę usztywniającą, na wszelki wypadek. Panu Mellarkowi damy wózek na wyjazd, żebyście nie musieli go nosić. Przed wyjściem pielęgniarka da pany listę wymagań dotyczących pacjentów.

-Dziękuję. Do widzenia.

Rzecz jasna pokłóciłem się z Effie. Powiedziałem jej, że jeśli chce lecieć to niech leci sama. Rozumiem, że wszyscy chcą zobaczyć Johannę, ale \nie tak szybko.  Erick powiedział, że dzisiaj nigdzie nie leci, ponieważ musi się z tym przespać i oswoić. Musiałem odwoływać wszystko u lekarzy i skończyło się na tym, że Trinket się do mnie nie odzywa. Sama uznała, że chciała dobrze, a ja tego nie doceniłem.

-Najlepiej to by było gdyby oni tutaj przyjechali.- Mocno tulę do siebie Katniss

-Też tak sądzę. Ledwo weszłam do szpitala, a tu pielęgniarki już chciały mnie zabrać na usztywnianie nogi. Chcę zobaczyć Jo, ale nie mam zamiaru po raz kolejny wylądować w szpitalu.

- Effie, nawet nie pomyślała o tym, że wam może być ciężko. Poza tym… Erick musi się oswoić z tą sytuacją

-Masz rację. Dla niego jest to najtrudniejsze, on potrzebuje czasu. Pojedziemy do niej, kiedy w pełni wyzdrowiejemy. Będzie to z korzyścią dla nas i dla niej. Jeśli zobaczyłaby mnie o kulach, Ericka na wózku, to jeszcze bardziej by się załamała.

 

 

                                                                                             *******

                                                                Dwa tygodnie później … Oczami Katniss

I stało się… w końcu przekraczamy próg domu. Nienawidziłam Kapitolu, ale  cieszę się ,że tutaj jestem. Dalia od razu poszła do koleżanki. Dzięki staraniom Peety, Mavena udało nam się zabrać ze sobą. Chłopak zaprzyjaźnił się z Dalią i to ona namówiła mojego narzeczonego, aby przynieśli tego chłopaka. Co prawda, Maven nadal jest  w ciężkim szoku, po tym co zobaczył w tym domu, ale lepiej będzie, jeśli będzie miał w towarzystwie kogoś znajomego. Szczególnie, że w Kapitolu odnalazła się jego ciotka, która pracuje u Heavensbee’go, będzie mogła go odwiedzać, a potem przygarnąć. Finnick  bardzo szybko leczy się ze swojego uzależnienia. Myślę, że największą motywacją jest dla niego żona, syn oraz to, że jest z nim Johanna. Z nią jest gorzej, ponieważ często miewa halucynacyjne związane z widmem oraz  poczuciem winy. Dziewczyna nie może sobie wybaczyć, że to ona ściągnęła na nas te wszystkie okropne wydarzenia. Dodatkowo, ciągle mówi o Ericku, o tym jak bardzo chce z nim porozmawiać. Boję się o nią, kiedy dowie się, że starszy Mellark powie jej, że nie mogą być na razie nikim więcej niż przyjaciółmi. Obawiam się, że przez to moja przyjaciółka może znów targnąć na swoje życie.

- Cieszę się, że nas w końcu wypuścili.- Mówi pogodnie Erick

-A zdradzisz mi jak wyszły wyniki badań? Miałeś je spory czas temu i nikomu nic nie powiedziałeś.- Przypominam mu

-Bo nie ma o czym mówić. Lekarze sami nie wiedzą czy będę chodził.- Chłopak wzrusza ramionami.

-Trzeba być dobrej myśli, prawda? Poza tym.. coś jeszcze cię trapi

-Johanna, cały czas ona.J a już sam nie wiem czy się przemóc i być z nią czy trwać w przyjaźni. Kocham ją, ale boję się, że znów mnie zostawi.

-A skąd ona mogła mieć pewność czy jej nie zdradzisz?

- Masz rację. To śmieszne, że oboje postawiliśmy siebie w podobnych sytuacjach. Nadal mnie zastanawia, jak  ty i Peeta to robicie? Ufacie sobie, jesteście tacy szczęśliwi, pomimo tylu niepowodzeń.

- Nie mam recepty, jeśli o to Ci chodzi. Natomiast powiem ci, że oprócz miłości ważne jest też zaufanie i wsparcie w związku.  Ale każdy związek jest inny. Najlepiej zrobisz jak porozmawiasz z Johanną, szczerze i od serca.

-Moja narzeczona ostatnio daje same dobre rady.- Peeta wchodzi do salonu, a jego biała koszula ubrudzona jest czymś czarnym.

-A ty się ze szczęścia po ziemi tarzałeś?.-Co jak co, ale Ericka żarty nadal się trzymają.

-To jest dzieło pijanego Haymitcha, nic więcej. Idę się przebrać.- Blondyn chce się wycofać z salonu, ale Erick zastawia mu drogę.

- Jest oburzony, Peeta, twoim zachowaniem.- Niebieskooki patrzy niego zdziwiony

- A co ja takiego zrobiłem?- pyta

- No jak to co? Jeszcze się pyta. Zamiast zająć się swoją narzeczoną, to ten chce się przebrać. Nic nie myślisz, braciszku

- Erick, przecież Peeta cały czas są mną zajmuje.

- Ale nie tak jak powinien.- Teraz oboje patrzymy na starszego Ericka zszokowani.- Oj tygrysku, tygrysku. Wy nic nie rozumiecie. Dobrze, że ja tu jestem, bo nic by z tego nie było.- Ciemnowłosy kręci głową.- Okruch, zabierasz Katniss na górę i zajmujesz się nią do białego rana. Rozumiesz?- Blondyn kiwa głową.- To dzieci do roboty!- Peeta łapie mnie za rękę, ale ja w tym samym czasie pytam jego brata

- A co z tobą, Erick? Przecież sam będziesz się nudził.

- Jesteś taka urocza i pomocna, Katniss. Ale nie bój się o mnie i tak jestem zmęczony, więc miałem zamiar się wcześniej położyć.

- Dobrze, jeśli tak mówisz. W takim razie, dobrej nocy.- Przytulam Ericka na dobranoc

- Bawcie się dobrze, dzieciaki.- Patrzę na niego.- Oj, to znaczy, kolorowych snów- Chłopak porusza brwiami, a my powoli wchodzimy po schodach

                                                                                             ***

Od razu po wejściu do pokoju, siadam na łóżku. Mimo, że nie ma ich zbyt wiele, a na nodze ma tylko lekki bandaż, to i tak nawet najmniejszy wysiłek sprawia, że strasznie się męczę.

- Kochanie, może masz ochotę na kąpiel?- Pyta mnie mój ukochany z uśmiechem na ustach.

- Tak, ale wykąpiesz się ze mną?- Proponuję nieśmiało i od razu czuję jak na moje policzki wypływa rumieniec.

- Z przyjemnością.- Chłopak bierze mnie na ręce i zanosi do łazienki. Sadza mnie na krześle, a sam szykuje kąpiel. Po chwili pomarańczowy zapach przyjemnie drażni moje nozdrza. Zamykam oczy, wdychając cudowny zapach. Po kilku minutach, czuję ciepłe i gorące usta Peety na mojej szyi. Szybko podnoszę powieki i od razu napotykam spojrzenie chłopaka. Nic nie mówiąc,  sprawnym ruchem odpinam guziki od jego koszuli i ściągam ją z niego. Koszula bezwładnie ląduje na ziemi. Po kilku chwilach, jesteśmy oboje nadzy i rozpaleni do granic możliwości. Ukochany łapie mnie delikatnie za uda i zanosi do sypialni. Zaplatam mu ręce wokół ramion i subtelnie pieszczę jego szyję. Chłopak kładzie moje gorące ciało na pościeli, a sam kładzie się na mnie. Sunę dłońmi po jego plecach, wyczuwam pod nimi kilka blizn, ale oboje jesteśmy do nich tak przyzwyczajeni, że prawie w ogóle nie zawracam sobie nimi głowy. Przyzwyczailiśmy się do nich, bo są jak pamiątki po tamtej gorszej części naszego życia. Chyba podoba mu się ta pieszczota, ponieważ przysuwa się do mnie jeszcze bliżej,  jeśli to w ogóle możliwe). Wargami zaznacza trasę od mojej szyi po dekolt. Powtarza to kilka razy, a potem przygryza płatek mojego ucha. Peeta schodzi ustami ponownie na moje piersi, tylko tym razem jestem zbyt zniecierpliwiona, żeby w pełni docenić tą przyjemność. Moje dłonie, wędrują do jego naprężonej męskości, dając mu tym znak, że nie mam zamiaru czekać. Zaczynam   poruszać ręką do góry i do doły eksperymentować z  zacieśnieniem i szybkością. Gdy przyśpieszam ruchy, z ust Peety wydobywa się przeciągłe mruczenie,  a on łapie mnie z kolana i oplata wokół bioder, automatycznie puszczam dłoń. Czuję  jak jego naprężony członek zanurza we mnie, na początku zasysam powietrze, ponieważ dawno nie kochałam się z moim ukochanym, ale po chwili czuję tylko czystą rozkosz, którą czuję tylko kiedy jestem blisko z moim kochankiem. Blondyn od razu narzuca szybkie tempo. Mam wrażenie, jakby wszystkie problemy przestały istnieć, a my dotykamy gwiazd.

  8 comments for “Rozdział 171″Jest ta­ka miłość, która nie umiera, choć za­kocha­ni od siebie odejdą. „

  1. 27 maja 2015 o 10:27

    Mmmm, nareszcie się sexowali :’)

    Erick, Erick… To jest troche nudne, niech będzie jakaś nowa para. Dalia i Maven albo Erick i jakaś laka. Mimo wszystko uważam że Johanna powinna należeć do „rodzinki” ale nie jako żona, dziewczyna czy narzeczona Ericka. Każdy powinien mieć nowego partnera, zgoda pomogli sobie nawzajem i są dla siebie ważni ale oni ciągle się kłócą… :/

    Rozdział super, czekam na następny <3

  2. ~Viks
    27 maja 2015 o 16:24

    O, jak się uroczo zrobilo…<3 Nareszcie Okruch wzial się do pracy ;-) Nie mogę się doczekać spotkania Er i Jo.
    Viks

  3. ~kkamilla
    27 maja 2015 o 18:36

    Czekam na spotkanie Jo i Ericka.

  4. ~zuzad5
    27 maja 2015 o 19:10

    Mmmm, Bożee ja się szczerzyłam jak głupia do telefonu w autobusie, a ludzie sie na mnie patrzyli jakbym była jakaś chora XD nie no po prostu boskiee :*

  5. ~KarOolcia
    27 maja 2015 o 19:42

    Nie umiem się doczekać spotkania Er i Jo ♡♡ Okruszkom już skrzypi łóżko ^^

  6. ~Leeosia
    27 maja 2015 o 20:43

    Jak cudownie ^^ Lubię jak ERick z Katniss mają takie dobre relacje ^^ Peeta wziął się do roboty bio hio

  7. ~Misiulka
    28 maja 2015 o 13:51

    Czekam na spotkanie rodzinki z Jo ♡♡♡

  8. 28 maja 2015 o 17:55

    Kolejny wspaniały rozdział! Czekam na spotkanie Jo i Ericka <3 i nie mogę się doczekać :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *