Rozdział199″ Ósmy zawał i…plastikowe sztućce”

Oczami Katniss

Po pierwszym posiłku i pierwszym tańcu młodych zabawa trwa w najlepsze.Tak jak się domyślałam ludzie z Kapitolu jedzą,piją ,wymiotują i znów jedzą ,piją ,wymiotują i tak w koło.Dla mnie jest to niedorzeczne nie rozumiem tego nawyku.Kiedyś może chcieli pokazać ,że ich na to stać,że nie muszą szanować potraw i napojów ,że mogą je marnować,a my biedne dzieciaki z Dystryktów mamy się na to patrzeć i..zazdrościć.Tylko,że teraz wszystko totalnie się zmieniło.Nikt już nie głoduje,każdy ma jedzenia i picia pod dostatkiem więc wyglądają jak banda idiotów cierpiących na bulimie.

-Dobrze się bawisz kochanie?.-Peeta siada obok mnie.Właśnie skończył tańczyć z Dalią i dziewczyna poważnie go wymęczyła.Zdążyłam zauważyć ,że wszyscy wybaczyli Gale’owi.Nawet Johanna dała z nim czadu na parkiecie,ja z nim tańczyłam i rozmawiałam jedyną osobą z  którą Gale nie zamienił słowa jest Peeta.

-Zabawa jest cudowna ale muszę odpocząć twój brat sprawił ,że moje nogi domagają się chwili relaksu.-Uśmiecham się delikatnie.-Byłeś w hotelu prawda?

-Tak.Muszę przyznać ,że zrobili go z rozmachem.-Chłopak jednym duszkiem wypija drinka po czym skrzywia się.

-A..nie zauważyłeś tam nic dziwnego?

-Dziwnego? A co tam jest dziwnego? Kochanie to Kapitol wszystko jest w normie jak na ten klimat.

-A cisza? i ci ludzie tacy…dziwni…

-Nie zwróciłem uwagi,wiesz spieszyliśmy się bo przez Haymitcha byśmy z niczym nie zdążyli.W połowie drogi do Kapitolu przypomniał sobie,że nie ma garnituru i musieliśmy wracać.

-Nie wiem dlaczego ale ten hotel działa na mnie przerażająco.-Wzruszam ramionami.

-Może jesteś zmęczona.Nie ma tam nic nadzwyczajnego.

-Peeta..możemy zamienić słowo?-Gale podchodzi do nas.

-Zauważyłeś coś dziwnego w hotelu?-Wypalam.Jeśli on również uzna ,że nie ma tam nic dziwnego to dam spokój.

-Możemy.-Odpowiada blondyn.

-A co jest dziwnego tam?-Gale patrzy na mnie dziwnym wzrokiem.

-Panuje tam grobowa cisza,i ta obsługa jakaś taka…blada

-Kotna daj spokój.Nie zauważyłem tam nic dziwnego.Przyjechałyście tam o takiej porze ,że większość ludzi albo śpi po wczorajszej imprezie,albo zwiedza Kapitol.Poza tym to nowy hotel,ceny też pewnie ma z kosmosu nie każdego na to stać.

-A ci bladzi ludzie?-Upieram się.

-Hm…obsługiwał nas koleś z ciemną skórą więc..nie wiem jak mógł być blady.Peeta ,a ty zauważyłeś coś dziwnego?

-Właśnie nie bardzo.Dziewczyny są zmęczone.Pewnie Johanna opowiedziała im kolejny horror ,który obejrzała z Erickiem i takie są tego skutki.Uwierz kochanie z tym hotelem jest wszystko w porządku.

-Skąd w ogóle pytanie o bladych ludzi?-Peeta marszczy brwi.

-Bo obsługiwała nas dziewczyna,i była tak blada ,że ,aż przezroczysta.-Szepczę.Dochodzi do mnie jak niedorzeczne jest to co mówię.

-Jedna blada dziewczyna i tyle zamieszania? Może się źle czuła,może była w początkowym cyklu ciąży,a może miała te dni.-Dostaje od Peety buziaka w policzek po czym znika on z Gale’m.Wtedy podchodzą do mnie Dalia ,Annie i Johanna.

-Dajesz wiarę,że mają mnie za idiotkę?-Johanna nalewa mi i sobie drinka.

-Jak to?

-Powiedziałam Erickowi,że hotel jest dziwny i wiesz co? wyśmiał mnie dla niego wszystko gra.Powiedziałam o tym dziewczyną i Finnickowi one i on równo twierdzą,że mam coś nie tak pod deklem.

-Dalia,Annie na prawdę nic nie zauważyłyście?-Pytam ze zdziwieniem.

-Nie.Nie ma tam nic dziwnego.-Annie szeroko się uśmiecha.-Chyba obejrzałyście za dużo horrorów albo..jesteście przewrażliwione.

-Jo dajmy spokój może na prawdę przesadzamy.-Uśmiecham się mimowolnie.Może na prawdę wszystko tam gra,bo skoro tylko my we dwie uważamy ,że coś jest nie tak a cała reszta sądzi ,że wszystko jest w najlepszym porządku to tak najwidoczniej jest.

Odpuszczamy ten temat.Więcej go nie poruszamy.Wesele rozkręca się w najlepsze,dużo osób przesadziło z drinkami,a i mi zaczyna od nich szumieć w głowie dlatego też zaprzestaję ich picia.

-Siemasz moja ulubiona szwagierko!-Mamrocze Erick.

-Ulubiona ? innej nie masz.-Wybucham śmiechem.

-Wiem ale..jesteś i tak ulubiona.Dzisiaj to się będzie działo.-Mellark mówi ciszej ,a ja już wiem ,że powie mi coś czego nie do końca chciałabym usłyszeć.Jak popadnę Johannę to łóżko połamiemy.

-Eirck! Daj spokój nie chcę słyszeć takich szczegółów.

-Dobra idziemy tam bo są oczepiny!-Brat Peety krzyczy tak głośno,że ludzie stojący obok zwracają na niego uwagę.

Ustawiamy się w kółku,ciekawe kto złapie welon.Muzyka zostaje puszczona ,kółko ,które utworzyliśmy rusza się.Effie siedzi po środku na krześle ,a Haymitch zasłania jej oczy.

-Jeden,Dwa,Trzy!-Ktoś krzyczy ,a Effie rzuca welonem.Widzę jak wpada on w ręce Dalii.Wszyscy bijemy brawo,dziewczyna podchodzi do mnie ,a ja przyczepiam jej welon,tak jak umiem,a muszę przyznać,że nie wygląda to najgorzej.

Następnie sytuacja się zmienia Haymitch siada na krzesło,chłopaki tworzą koło.Haymitch rzuca muszą ,która trafia w ręce Gale’a.Zgodnie z tradycją tańczy on z Dalią.Wyglądają na szczęśliwych i zakochanych.

-Czuję się staro.-Wtrąca Peeta.

-Dlaczego?-Mówię radośnie.

-Bo Dalia jest już dorosła,a nie dawno była taka..mała.Nie długo będziemy się bawić na naszym weselu,później pewnie na Ericka i w końcu na Dalii i tak się życie potoczy.Jestem jasnowidzem.

-Tak? To co jeszcze przewidujesz?

-Że będziemy mieć gromadkę dzieci.-Chłopak przytula mnie mocno.

-A twój brat?

-Przewiduję ,że nigdy nie zmądrzeje z resztą kiedyś sama się przekonasz.

-Rzeczywiście Okruszku masz o mnie dobre zdanie.Ja jestem mądry…na swój sposób ale Peeta ma rację Tygrysku nie kiedyś się przekonasz jaki ja jestem mądry ,a wtedy będziecie wszyscy podziwiać moją mądrość.

-Ale ja powiedziałem,że nigdy nie zmądrzejesz.-Peeta i ja wybuchamy śmiechem.

-Ta..dobra weź! Właśnie ,że przekonają się o mojej mądrości a nie głupocie.

-Dobra niech wam będzie kiedyś się przekonam o zdolnościach Ericka Mellarka pasuje?-Uśmiecham się szeroko.

-Mi pasuje.Erick zginie w końcu z waszych rąk.-Peeta puszcza mi oczko ,a jego brat szturcha go ramieniem.

-Cicho siedź okruch.Ja tylko spełnię obietnicę którą komuś dałem w tamtym roku czy coś w tym stylu.Procenty mi uciekają więc idę je uzupełnić w celu…dobrej zabawy.

-Przyznam ,że nie wiem o co chodzi może mnie wtajemniczysz?-Marszczę brwi i spoglądam na ukochanego.Prowadziłam z nimi rozmowę ,która według mnie brzmiała bezsensownie.

-A żebym ja wiedział.Gadałem tak bo gadałem ta rozmowa nie ma sensu sam nie do końca wiem o co chodziło mojemu bratu.Wiesz chyba..za dużo drinków wypiłem.

-A o czym rozmawiałeś z Galem?

-Po prostu..pogodziliśmy się.Wiesz on zapewniał mnie,że kocha Dalię ,że jej nie skrzywdzi i będzie walczył oto ,żeby znów byli razem.Odpowiedziałem,że nie mam nic przeciwko temu i że między mną ,a nim topór wojenny został zakopany.

-Dawaj tańczymy!-Finnick dosłownie wyciąga mnie na parkiet.Nie zdążyłam się nic więcej wypytać.Trochę dziwi mnie to ,że tak szybko się pogodzili ,a Peeta nie prawił Gale’owi żadnych kazań to takie…nie podobne do niego.Chociaż..biorąc pod uwagę alkohol może po prostu przyjął to wszystko bardziej na luzie.

W tłumie zauważam Lenę ,tańczy z jakimś grubym gościem i od razu widzę,że nie jest to szczyt jej marzeń.

-Finnick może ją uratujemy?

-Odbijany? A ty wpadniesz w jego ręce.-Odiar szeroko się uśmiecha.

-Nie..miałam na myśli ,że ty ją wyciągniesz ,a ja zatańczę z…-Rozglądam się po sali.-Johanną.

-To będzie dobre.-Każde z nas idzie w swoim kierunku Finnik bohatersko ratuję Lenę ,a ja zaczynam tańczyć z panną Mason.

-To ta o którą byłaś zazdrosna.-Śmieje się Jo.

-Przestań.Nie widzisz ,że jest piękna? skąd miałam wiedzieć,że lubi dziewczyny? przecież nie studiuję tego kto z kim chodzi do łóżka.

-Katniss jak się upiję to będziesz mnie pilnować?-Jeśli Johanna Mason przeskakuje z tematu na temat to znaczy ,że w jej głowie rządzi już alkohol.

-A Erick?

-On to wiesz…sam się ucyngdoli i Peeta będzie go musiał pilnować.No weeeź! jesteś dla mnie jak mama ,a mamy troszczą się o córki.

-Okej Okej już spokojnie zajmę się tobą ale..błagam cię trzymaj fason nie narób wstydu i pij tak ,żebym nie musiała cię nieść dobrze?

-Tak jest mamo…O patrz! Tam dają kolorowe z palemką!-Zanim zdążę coś powiedzieć Jo przeciska się przez tłum po czym doskakuje do kelnerów serwujących drinki.

-Cała Johanna.-Mówię sama do siebie.

Spoglądam na zegarek kiedy czuję,że dopada mnie już senność.Nie ma się co dziwić jest szósta rano co oznacza ,że wesele dobiega końca.Jutro wszyscy będziemy się z niego śmiać.Bo przecież branie udziału w zabawach w wykonaniu chłopaków było komiczne.

Zmęczeni ale zadowoleni wracamy do hotelu.

-Co tu tak ciemno?-Szepcze Johanna.Ma racje w całym hotelu panuje ciemność i nadal grobowa cisza.Szybko orientuje się ,że nigdzie nie ma personelu.

-Po prostu wszyscy śpią i nam by się to przydało.-Finnick mówi stanowczym głosem.W ciszy wsiadamy do windy po czym wszyscy rozchodzimy się po pokojach.

Ja i Peeta bierzemy szybki prysznic padam z nóg mam ochotę się do niego przytulić i pójść spać kiedy mój kochany dostaje smsa.

-Ja wyjdę na chwile.

-Serio? Peeta nie żartuj co jest tak ważnego?

-Erick chce pogadać.

-A nie możecie później? Nie chcę tu zostać sama.

-Katniss błagam cię.Nie wyskoczy ci tu żaden duch ani nic w tym stylu.

-A niech ci będzie.-Odwracam się na bok.Jestem wkurzona bo w drodze do hotelu mówił mi jak to marzy o pójściu spać.Teraz nagle wychodzi ciekawe co takiego się stało Erickowi,że o tej porze muszą wyjść.

Nie wiem kiedy moje powieki stają się ciężkie ,a ja zasypiam.

                                                                                                                   ***

-Katniss! Katniss! Błagam cię wstawaj!-Słyszę jakby w oddali.Jednak mocne szarpnięcia wybudzają mnie.Johanna trzącha mnie na wszystkie strony.

-C..Co?-Pytam zaspana.

-Tu się dzieje coś dziwnego! Na korytarzu jest krew! Zbiegłam do recepcji a tam leży babka z flakami na wierzchu czaisz?! Mało tego ja widziałam Dalię! Rozumiesz?! Jadła Gale’a!

-Co? Johanna co ty opowiadasz? Piłaś coś? Brałaś coś?

-Mówię poważnie! Jest godzina 20:00 W hotelu słychać jakieś charczenia! Chłopaków nie ma! Ale wiesz co ona go jadła a on wstał rozumiesz?! Jak można wstać z flakami na wierzchu!

-Jaja sobie robisz? czy coś oglądałaś?-Moje powieki są nadal ciężkie po mimo ,że spałam tyle godzin.Szczerze mówiąc nie chce mi się wierzyć w to co mówi Johanna.

-Katniss wstawaj sama musisz to zobaczyć! To jest nienormalne!

-O matko..pokaż.-Zwlekam się z łóżka.

-Musimy być cicho oni reagują na dźwięki.No i jeśli cię zobaczą będą cię gonić mnie gonili.

-Jacy oni? co ty opowiadasz?-Wychodzimy na korytarz ,światło miga,a to co mówiła Johanna okazuje się prawdą podłoga jest we krwi, gdzie nie gdzie można dostrzec strzępki ciał.

-Wracamy.-Jo wciąga mnie do pokoju.

-To chore.Co tu się dzieje i gdzie są chłopaki.

-Chore? W telewizji też o tym trąbią sama zobacz!.-Jo włącza telewizor.Przed jednym z budynków stoi reporterka.

„Dziwny wirus zaatakował mieszkańców Kapitolu.Ze względów bezpieczeństwa nie mogę podać więcej informacji.Ludzie proszeni są o pozostanie w domach i bezpiecznych miejscach oraz o niezbliżanie się do osób zarażonych.”-Nagle zza pleców reporterki wychodzi jakiś koleś,jest blady,jego twarz cała we krwi,słyszę krzyk i widzę jak gryzie reporterkę w szyję.

-Widzisz?! Mówiłam mówiłam?! Tu coś się dzieje niedobrego.

-Poczekaj.Trzeba się zastanowić.Na zdrowy rozsądek to co może być? Wirus? ludzie zjadają ludzi? zjedzeni wstają i zjadają żywych? Jaki to ma sens?

-Nie wiem ale stąd trzeba się wynosić.Peeta wrócił w ogóle?

-Nie.-Moje serce przyspiesza.Chociaż to wszystko jest tak niedorzeczne zaczynam się obawiać.Co jeśli takie coś go dopadło.-Dalia..ona…co z nią?

-Mówiłam ci ,że wpier****ła Gale’a!

-Trzeba stąd zwiewać.-Powoli wychodzimy z pokoju.Żadna z nas nie ma broni,nie wiem nawet co to za zaraza i jak się można tym zarazić oraz jak tego uniknąć.

Ciszę panującą w hotelu przerywa charczenie.Moim oczom ukazuje się Finnick.

-Nie odzywaj się.Bądźmy cicho.-Szepcze Jo.-Finnick ma rozszarpany lewy polik skóra na nim wisi.Kiedy jest już wystarczająco daleko mój telefon zaczyna wibrować.

-Halo.-Szepczę.

-Katniss..żyjesz?-Słyszę głos Peety.

-Co tu się dzieje?

-Nie wiem słuchaj ja  Erick  i kilka żywych jesteśmy w stołówce musicie tu przyjść.Nie dajcie się ugryźć.

-Co? gdzie jest ta stołówka?

-W prawym skrzydle na samym dole.

-To strasznie daleko.

-Katniss wiej!-Johanna szarpie mnie,a ja gubię telefon.Za nami podąża co najmniej dziesięcioro zarażonych.

-Musimy znaleźć broń.-Mason wpycha mnie do jednego z pomieszczeń wygląda jak „zmywak”

-Jak tu się zmywa to muszą być noże i nie daleko musi być stołówka tak?-Jo pyta z przerażeniem.

-To jest do restauracji ale nie dla hotelowych gości tamta stołówka jest w prawym skrzydle a my jesteśmy w lewym.-Usilnie szukamy jakiejś broni ku naszemu zdziwieniu wszystko jest…plastikowe..

-To jakieś jaja?-Johanna wkłada dłoń w sztućce.

-Same plastiki.Pozostało nam tam jakoś dobiec.Może chłopaki mają jakąś broń.Trzeba wiać.-Wybiegamy z pomieszczenia odpychając zarażonych.Oni nie biegają po prostu chodzą,jest ich coraz więcej i zmierzają za nami zbijając się w coraz większą grupę.Widzę w nich Dalię,serce wali mi jak oszalałe nic z tego nie rozumiem.Wszyscy są we krwi.Nie reagują na nasze słowa,po prostu charczą i próbują nas dorwać,na korytarzu panuje półmrok biegniemy prawie na oślep trzymając się za ręce.Wiem jedno musimy tam dotrzeć.Peeta mówił,że nie możemy dać się ugryźć więc postaram się aby do tego nie doszło.

-Matko jedyna zaraz się ze strachu posram!-Drze się Johanna.

-Biegnij!-Muszę przyspieszyć.Stwory za bardzo się zbliżyły,wręcz czułam ich oddechy na sobie.Pociągam Johannę za sobą.Jest ciężko co jakiś czas jakiś zarażony wyskakuje z bocznego zaułku albo „wyrasta ” na przeciwko nas ,nie mając broni po prostu ich odpychamy i biegniemy tam gdzie kazał Peeta.Mam cichą nadzieję,że tam nie było nikogo zarażonego ,a oni wszyscy żyją i ,że jakoś stąd wyjdziemy.Tylko co wtedy? Jak powiem ,że Dalia,Gale i Finnick są zarażeni.

-Haymitch..-Szepcze Johanna.

-Dziewczyny szybciej.-Jest zdrowy bo mówi gestem ręki pokazuje nam żebyśmy do niego dobiegły.

-Gdzie Effie?

-Uciekaliśmy razem to coś ją dopadło.Wszędzie są plastikowe..

-Wiemy!-Krzyczę.

-Ja nie miałem szans..moja..Effie…

-Haymitch błagam cię biegnij nie myśl o tym.-Wtóruje Johanna.

-Wie ktoś coś o reszcie?

-Erick i Peeta i jeszcze parę osób są w stołówce.

-Tyle to i ja wiem on dzwonił do mnie.Ruszajmy to już nie daleko.-Tłum zarażonych jest już ogromny i nadal niestrudzenie zmierzają na nas.Haymitch odpycha tych którzy wyskakują z prawej,ja z lewej a Jo tych z naprzeciwka.

-Mówiłam ,że coś jest nie tak z tym hotelem nikt mnie nie słuchał.-Mówię zmęczonym i przerażonym głosem.

-Nie teraz.Pogadamy później biegnijcie.-Haymitch narzuca jeszcze szybsze tempo.

Wpadamy do miejsca ,które wskazał nam Peeta.

-Drzwi!-Krzyczę.

-Nie da się ich zamknąć zablokowały się!-Haymitch szarpie się z drzwiami.Zarażeni napierają na nas,łapiemy się za ręce,nie ma ucieczki możemy się tylko cofać..zapada totalna ciemność nie widzę nawet czubka własnego nosa.

W jednej chwili zapala się światło a z różnych zakamarków wyskakują ludzie,nawet ci zarażeni jednym chórem krzyczą:

-WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO JOHANNA!!!

  9 comments for “Rozdział199″ Ósmy zawał i…plastikowe sztućce”

  1. 16 kwietnia 2016 o 11:23

    WTF?nNo nie mogę. Ja… No comments!!!
    Nie wierzę! Ja to czytam z takim napięciem, normalnie oczy mi wyskakują z orbit, a tu takie coś, no nie mogę!!! TO BYŁO NIENORMALNE! I TAK! ZESZŁAM NA ZAWAŁ! BĘDZIECIE PŁCIĆ ODSZKODOWANIE, PONIEWAŻ O MAŁO NIE PADŁAM NA SERCE!!!!
    Okej, spokojnie….
    Ja tu już myślałam, że to będzie taka akcja jak z tymi kanibalami czy coś, a tu takie…. Nie mogę no… !!!! Ale że aż taki żart?! Przecież tam Dalia jadła Gale’a! OMG!!!!!!!!!!
    Ufff….
    Ja chcę. Nie, ja żądam jeszcze dzisiaj notki!!!
    Aktualnie mam stan foch forever, ponieważ ZESZŁAM NA ZAWAŁ!!!, więc aby to wynagrodzić chcę notkę w trybie natychmiastowym!
    I…. Moja mina aktualnie to –> 0.0
    Viks

  2. ~Paula
    16 kwietnia 2016 o 13:26

    Zeszłam na zawał. Rycze.
    Wyobrażam sobie mine Joahnny. Ja chcę więcej!!!!!

  3. ~mixer1827
    16 kwietnia 2016 o 16:37

    Coooooooooooooooooooo??!????????!!!!! Serio? Zawał murowany, Jezuuu nie źle nas wkręciłaś :D

  4. ~kkamilla
    16 kwietnia 2016 o 19:34

    Wow ! no nie już się nabrałam a tu taka końcówka !! :D cudnne :* ale z kąd ta krw i jedzenie ludzi !? to jest dziwne ! no to szyuje się kolejna impreza !! :D Czekam na następną notkę

  5. ~KarOlcia
    17 kwietnia 2016 o 11:13

    Czuję się mega wkręcona hahaXDD pomysł świetny,
    już myślałam że to prawda.. Dodatkowo kolejna notka będzie już 200!!
    ten czas tak szybko minął <33
    zastanawia mnie, skoro to urodziny Jo to czemu wkręcili też Katniss ?
    Czekam na next !!

  6. 17 kwietnia 2016 o 13:37

    Lol ale je w kręcili tylko skoro to urodziny Jo to czemu nie wtajemniczyli Katniss ? Pewnie mina Johanny bezcenna xD
    Czekam na next =)
    Do przeczytania w przyszłości
    Olverd

  7. ~bang my hands
    19 kwietnia 2016 o 17:30

    Cudoooo! Cudowne zakończenie :D a kiedy cos sie pojawi z Gale’m i Dalia? Jakas slodka rozmowa np z punktu widzenia Dalii, byliby cudownie ale nie będę tutaj rządzić aczkowiek jakby cos sie pojawilo byliby swietnie:) hah musze Ci powiedzieć ze codziennie wchodze na Twojego bloga (starego tez bo to chyba Twój???????) i czytam opowiadania i modle sie aby sie cos pojawilo :) pozdrawiam :) bang my hands (dawna bang bang)

  8. ~Marta1879
    25 kwietnia 2016 o 17:14

    Od niedawna czytam tego bloga i jest BOSKI <3 Ostatnia notka The Best! Kiedy nastepną? :D

  9. ~Marta891
    30 kwietnia 2016 o 08:54

    Czytam tego bloga od kilku dni i jest Cudowny <3 ostatni rozdział the jest!! Macie nową fanke xD kiedy kolejny?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *